Kancelaria

Standardami pracy naszej Kancelarii są profesjonalizm świadczonych usług prawnych, uczciwość i indywidualne podejście do Klienta. Będąc wierni etyce zawodowej i tradycji, nieustannie doskonalimy się, aby dotrzymać kroku wymogom współczesnego świata i sprostać oczekiwaniom naszych Klientów. 

Wspieramy Naszych Klientów w realizacji ich celów.

 

Aktualności RSS

Trzy lata na dochodzenie zachowku

Z wyroku Sądu Najwyższego z 17 września 2010 wynika, że jeśli uprawniony do udziału w schedzie nie wie o swoim prawie, bieg przedawnienia roszczenia nie rozpocznie się (sygn. II CSK 178/10).

Sprawa dotyczyła zachowku dla wnuczki zmarłego w roku 2000 Janusza T. Pozostawił on testament, w którym wydziedziczył dwóch synów, pominął żonę i jej matkę, a do spadku powołał wyłącznie córkę. Synowie kwestionowali ważność testamentu, jednak sąd na podstawie tego dokumentu stwierdził nabycie spadku przez córkę zmarłego.

W 2004 roku sprawę podjęła matka wnuczki Janusza T., która dopowiedziała się o przysługującym jej córce prawie do zachowku. Sylwii J., na skutek porażenia mózgowego inwalidce I grupy, należało się 2/3 udziału spadkowego w postaci zachowku.

Sądy I i II instancji przyznały Sylwii J. prawo do udziału w spadku, nie uwzględniając zarzutu przedawnienia, podnoszonego przez wskazaną w testamencie córkę zmarłego, Julię P. Twierdziła ona, że roszczenie bratanicy było przedawnione w momencie wnoszenia pozwu. Powoływała się przy tym na artykuł 1007 k.c., w którym zapisano, że roszczenie do zachowku przedawnia się z upływem trzech lat od ogłoszenia testamentu, w tym wypadku 14 grudnia 2003 roku.

Sąd I instancji wskazał datę dowiedzenia się przez matkę Sylwii o testamencie (2 marca 2001) jako rozpoczęcie biegu terminu przedawnienia. Sąd II instancji stwierdził, że bieg rozpoczął się w chwili odczytania testamentu, jednak został przerwany przez działania synów zmarłego, zmierzające do podważenia testamentu.

Sąd Najwyższy uznał, że osoba uprawniona jest związana terminem, wynikającym z  odczytania testamentu wtedy, jeśli w tym samym czasie dowie się o swoim uprawnieniu. Inaczej było w omawianej sytuacji. Sąd stwierdził, że wymagalność roszczenia trzeba ustalać w odniesieniu do konkretnego przypadku i uwzględniać słuszny interes uprawnionego.  Na bieg terminu wobec uprawionego mogą mieć wpływ tylko jego własne działania, dlatego nie mają nań wpływu działania synów zmarłego.

Co więcej, sąd uznał, że nawet gdyby bieg terminu przedawnienia liczyć inaczej i gdyby pozew w tej sprawie wpłynął po terminie, należałoby uwzględnić roszczenia Sylwii J., ze względu na zasady współżycia społecznego (przewidziana w art. 5 k.c. konstrukcja nadużycia prawa).

Umorzenie kosztów egzekucji

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu (w wyroku z 18 sierpnia, sygnatura akt III SA/Po 155/10) postanowił, że umorzenie kosztów egzekucji jest możliwe tylko wtedy, gdy zobowiązana strona wykaże, że nie może zapłacić należności bez naprawdę znacznego uszczerbku dla swojej sytuacji finansowej.

Wyrok zapadł w sprawie zobowiązanego, który zaskarżył odmowę umorzenia kosztów egzekucyjnych. Skarżący powoływał się na trudna sytuację rodzinną i majątkową, argumentując, że poniesienie kosztów egzekucyjnych spowoduje znaczny uszczerbek jego finansów, które już i tak nie są w dobrym stanie.

WSA nie znalazł w uzasadnieniu skarżącego potwierdzenia, że koszty egzekucyjne (w kwocie 405,30 zł, której spłatę rozłożono na kilka miesięcy), będą tak znacznym obciążeniem jego sytuacji finansowej, by uzasadnione było ich umorzenie.

Ponadto Sąd podkreślił, że umorzenie kosztów egzekucyjnych należy do kompetencji organu, uprawnionego do wydania tego rodzaju aktu administracyjnego. Sąd nie może mu narzucać określonego rozstrzygnięcia, a tylko skontrolować, czy wydanie postanowienia zostało poprzedzone zebraniem wyczerpującego materiału dowodowego i rozważeniem wszystkich okoliczności mogących mieć wpływ na podjęcie decyzji o umorzeniu kosztów egzekucyjnych bądź odmowie przyznania takiej ulgi.

Sąd przypomniał, że choć umorzenie kosztów ma charakter uznaniowy, decyzja organu w tej sprawie nie jest całkowicie dowolna. Zgodnie z ustawą o postępowaniu egzekucyjnym w administracji organ egzekucyjny może umorzyć koszty w określonej sytuacji: jeśli stwierdzono ich nieściągalność lub zobowiązany wykazał w sposób przekonujący, że nie jest w stanie ponieść kosztów bez znacznego uszczerbku dla swojej sytuacji finansowej. Za umorzeniem przemawiać też może ważny interes publiczny i niewspółmierne wydatki egzekucyjne.

Kara za wycinkę na działce

Z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 17 września 2010 r. (sygnatura akt: II SA/Kr 624/10) wynika, że kara za usunięcie drzew z nieruchomości bez zezwolenia może być wymierzona właścicielowi lub posiadaczowi nieruchomości tylko w takim przypadku, gdy wyciął je osobiście albo sam zlecił tę czynność innym osobom.

Chodzi o karę wymierzoną wspólnocie mieszkaniowej przez prezydenta miasta.  Powodem było bezprawne wycięcie drzewa (sprawdzono, że drzewo miało powyżej pięciu lat i było gatunkiem ozdobnym), zlecone przez administratora nieruchomości. Wspólnota odwołała się od decyzji prezydenta, argumentując, że to administrator ponosi odpowiedzialność za wycinkę. Jednak Samorządowe kolegium odwoławcze negatywnie odniosło się tylko do kwestii terminu zapłaty, zaś samą karę nałożoną na wspólnotę utrzymało w mocy.

Sprawa trafiła do WSA, który przypomniał, że w myśl przepisów prawa osobą odpowiedzialną za usunięcie drzewa bez zezwolenia jest zasadniczo posiadacz nieruchomości. Jednak nie ponosi on odpowiedzialności, jeśli wykaże, że nie wiedział o wycince i nie mógł jej zapobiec. Sąd uznał, że obciążona kosztami wspólnota mieszkaniowa, takie okoliczności wykazała. Administrator wyraźnie przekroczył w tym wypadku swoje uprawnienia, zlecając usunięcie drzewa bez wiedzy właściciela nieruchomości. Zatem nałożenie kary na wspólnotę było nieuzasadnione.

Zadośćuczynienie za cierpienia

Sąd Najwyższy w wyroku z 17 września 2010 roku uznał, że to nie stopa życiowa poszkodowanego ma wyznaczać wysokość rekompensaty za wyrządzoną mu krzywdę, ale wszystkie okoliczności zdarzenia, a zwłaszcza rozmiar doznanych cierpień fizycznych i psychicznych, stopień kalectwa, poczucie nieprzydatności i konieczności korzystania ze wsparcia osób bliskich (sygn. II CSK 94/10).

Wyrok zapadł w sprawie wszczętej przez mężczyznę, który uległ tragicznemu wypadkowi podczas pracy na budowie. Został przygnieciony ważącą około tony żelbetonową płytą balkonową – prawdopodobnie tylko niewielkie wgłębienie terenu uratowało go przed śmiercią. Liczne złamania i urazy doprowadziły zdaniem biegłych do 75-procentowego uszczerbku na zdrowiu.

Pomimo wielu skomplikowanych operacji i rocznego pobytu w szpitalu, mężczyzna nadal odczuwa ból, ma problemy z poruszaniem się i jest całkowicie niezdolny do pracy. Na dodatek proces leczenia trwa i poszkodowany musi się liczyć z koniecznością poddawania się zabiegom rehabilitacyjnym do końca życia.

W wyniku procesu karnego za winnego spowodowania tak znacznego ubytku na zdrowiu uznano inwestora i wykonawcę budowy, na której doszło do wypadku. Sąd uznał, że nie dopełnił on obowiązków z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy. Po zakończeniu sprawy karnej      poszkodowany wystąpił przeciwko inwestorowi o zasądzenie renty, odszkodowania i zadośćuczynienia za krzywdę.

Sąd I instancji przyznał mu rentę, odszkodowanie i 450 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Jednak na skutek apelacji inwestora sąd II instancji obniżył zadośćuczynienie do 200 tys. zł,  uznając kwotę 450 tys. zł za wygórowaną, ze względu na przeciętny poziom życia społeczeństwa, a także stopę życiową ofiary wypadku. Poszkodowany złożył skargę kasacyjną.

Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok podkreślając, że zadośćuczynienie powinno spełniać funkcję kompensacyjną. Wysokości tego świadczenia nie można rozpatrywać w oderwaniu od konkretnych okoliczności wydarzenia, zwłaszcza rodzaju obrażeń i nie może o niej decydować stopa życiowa poszkodowanego – ma być ona tylko kryterium pomocniczym, dalekim punktem odniesienia.

Pijany kierowca bez pozwolenia na broń

Popełnienie przestępstwa komunikacyjnego, jeśli w grę wchodzi realne zagrożenie życia i zdrowia,  może być przyczyną odebrania pozwolenia na posiadanie broni – stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (II SA/Wa 1005/10). Wyrok został wydany w sprawie mężczyzny, który zaskarżył decyzję komendanta wojewódzkiego policji o cofnięciu pozwolenia na myśliwską broń palną. Policja uznała prawomocny wyrok za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, za uzasadniony powód do obaw, że mężczyzna mógłby użyć broni w celu sprzecznym z interesem bezpieczeństwa lub porządku publicznego. WSA potwierdził słuszność argumentacji policji. W wyroku oddalającym skargę myśliwego Sąd podkreślił, że w myśl ustawy o broni i amunicji (Dz.U. z 2004 r. nr 52, poz. 525 ze zm.) policja może cofnąć pozwolenie na broń nie tylko osobom skazanym prawomocnymi wyrokami, ale także tym, wobec których toczy się postępowanie karne za przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub mieniu, a policja może uznać za podstawę cofnięcia pozwolenia także przestępstwa niewymienione się w przepisie. Sąd przyznał, że za cofnięciem skarżącemu pozwolenia na posiadanie broni przemawiały w tym przypadku również mandaty karne za przekraczanie prędkości i nieużywanie pasów bezpieczeństwa oraz przewinienia łowieckie.

Odszkodowanie tylko za zakażenie wewnątrzszpitalne

Sąd Najwyższy uznał w swoim wyroku (sygn. III CSK 245/09), że szpital nie może zostać obciążony odpowiedzialnością za zakażenie pacjenta, o ile nie chodzi o zakażenie wewnątrzszpitalne, to znaczy takie, do którego mogło dojść wyłącznie na terenie szpitala.

Rozpatrywana sprawa dotyczyła mężczyzny, który przed laty uległ wypadkowi i trafił kolejno do dwóch szpitali: w Kielcach i w Lublinie. W pierwszym z nich u poszkodowanego w wypadku stwierdzono stłuczenie głowy, krwiak i obrzęk mózgu i wykonano tracheotomię. Lekarze pominęli urazy kończyn i tułowia – nie wykonano prześwietlenia miednicy ani kręgosłupa. Mężczyzna trafił do następnego szpitala, gdzie wykryto u niego obecność gronkowca złocistego. Zakażenie objęło drogi oddechowe i rozprzestrzeniło się w organizmie, wywołując zapalenie stawu biodrowego, związane też z przeoczonym przez szpital kielecki uszkodzeniem miednicy. Zapalenie to stało się przyczyną trwałego inwalidztwa. Poszkodowany wystąpił do sądu przeciwko obu szpitalom. Sąd przyznał mu 200 tys. zł zadośćuczynienia, 98 tys. zł odszkodowania, rentę za okres do 2004 r., a później świadczenie w wysokości 705 zł miesięcznie. Kosztami obciążył obie placówki, które miały także ponieść odpowiedzialność za ewentualne późniejsze skutki zarażenia gronkowcem.

Tymczasem sąd II instancji całkowicie zwolnił z odpowiedzialności szpital lubelski. Szpital w Kielcach został obciążony tylko 50 tys. zł zadośćuczynienia, z powodu niewykonania prześwietlenia, koniecznego do zdiagnozowania ofiary wypadku i właściwej interwencji medycznej. Zakażenie gronkowcem sąd uznał za nieuniknione ryzyko, związane z długotrwałym osłabieniem odporności organizmu, w wyniku urazów powypadkowych. Sąd uzasadnił, że do zakażenia gronkowcem, którego nosicielami jest znaczna część populacji mogło dojść nie tylko w szpitalu.

Do takiej wykładni przychylił się również Sąd Najwyższy, stwierdzając, iż w sprawie brak dowodów, które mogłyby podważyć ustalenie, że zakażenia gronkowcem nie można było uniknąć. Jednak SN przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, ze względu na konieczność ustalenia właściwych kosztów, wynikających ze spóźnionej diagnozy biodra.

Opłata za skargę w Strasburgu?

Komitet pracujący nad reformą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu zaproponował wprowadzenia opłat za postępowanie przed Trybunałem. Posunięcie to ma służyć ograniczeniu napływu niezasadnych skarg. Przewidziano dwa warianty opłaty: albo uiszczanie określonej kwoty w momencie składania skargi, albo wpłacanie obowiązkowego depozytu, zwracanego tylko wtedy, jeśli sprawa zakończy się stwierdzeniem naruszenia praw człowieka przez zaskarżone państwo.

Przeciwko takim rozwiązaniom protestuje Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Wspiera ją jedenastu Polaków, którym udało się wygrać w Strasburgu – wszyscy zgodnie twierdzą, że gdyby wniesienie skargi wiązało się z opłatą, nie zdecydowaliby się skierować swoich spraw do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Słuszny wydaje się zatem argument Fundacji, która twierdzi, że odpłatność ograniczy nie tylko ilość skarg niezasadnych, ale zagraża też zablokowaniem tych, które są uzasadnione. Inicjatorzy protestu podkreślają, że prawo do nieograniczonej i bezpłatnej skargi jest podstawą europejskiego systemu praw człowieka.

Odszkodowania za błędy sądowe

Ostatnia, przegłosowana przez Sejm nowelizacja kodeksu cywilnego i kodeksu postępowania cywilnego, dotycząca skarg o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia sądu, wprowadza korzystniejsze rozwiązania dla poszkodowanych. W tej chwili można dochodzić wynagrodzenia za szkodę spowodowaną niezgodnym z prawem działaniem sądu, jednak dotyczy to wyłącznie wyroków prawomocnych, które trafiają przed Sąd Najwyższy. W myśl noweli odszkodowania za szkodę wyrządzoną przez postępowanie sądu można się domagać bez konieczności uzyskania wyroku SN. To ważna zmiana, bo dzięki niej odszkodowaniami mogą być objęte naruszenia popełnione przez sąd w trakcie procesu. Na przykład w wypadku, gdy sąd bezzasadnie odmawia zajęcia konta dłużnika, który przed zakończeniem sprawy może swoje konto wyczyścić i powód, pomimo wygranej, nie ma skąd ściągnąć należności.

W nowej procedurze sądem I instancji będzie sąd okręgowy, przysługiwać będą trzy instancje włącznie z SN, a Skarb Państwa będzie reprezentowany przez Prokuratorię Generalną.

Nowe regulacje będą miały zastosowanie także do orzeczeń sądowych wydanych przed wejściem w życie ustawy, jednak tylko do tych, które uprawomocniły się po wejściu w życie obecnej konstytucji, czyli po 17 października 1997 r. Najpierw jednak sejmowa nowelizacja trafi do Senatu.

Odpowiedzialność po stronie profesjonalnego zleceniobiorcy

Zleceniodawca nie odpowiada za błędy firmy, której poleca wykonanie określonych prac, o ile wykaże, że wybór zleceniobiorcy był uzasadniony jego profesjonalizmem, stwierdziły sądy rozstrzygające spór jednego z mieszkańców Zamościa ze wspólnotą mieszkaniową.

Sprawa dotyczyła odpowiedzialności inwestora za usterki, spowodowane przez prywatną firmę, której zlecono termomodernizację budynku. Właściciel jednego z mieszkań zwrócił się do wspólnoty o naprawę okna i parapetu wewnętrznego, które miały zostać uszkodzone podczas ocieplania budynku. Szkody zostały naprawione, jednak po kilku tygodniach do wspólnoty trafiła kolejna skarga – chodziło o naprawę stolarki okna balkonowego i niezgodne ze sztuką budowlaną zamontowanie parapetów. Tym razem skarżący spotkał się z odmową ze strony wspólnoty mieszkaniowej i postanowił dochodzić swoich racji w sądzie. Obciążając wspólnotę odpowiedzialnością za błędy wykonawcy remontu, mężczyzna domagał się od niej odszkodowania w wysokości 2000 zł. Biegły, powołany do zbadania prawy, stwierdził, że zarzuty pod adresem wykonania remontu są uzasadnione: opinia biegłego wykazała kilka nieprawidłowości i usterek.

Jednak Sąd Rejonowy w Zamościu oddalił roszczenie. Uznał, że wspólnota mieszkaniowa uwolniła się od odpowiedzialności odszkodowawczej, zlecając ocieplenie budynku profesjonalnej firmie z wieloletnim doświadczeniem w wykonywaniu tego typu prac. Ponadto Sąd stwierdził, że skarżący nie przedstawił żadnych dowodów, na podstawie których oszacował poniesioną przez siebie szkodę.

Sąd Okręgowy w Zamościu (sygn. I Ca 101/10) utrzymał w mocy postanowienie Sądu Rejonowego.

Powtórne przeprowadzenie dowodów może uratować proces

Uchwała Sądu Najwyższego z 8 czerwca 2010 r. (sygn. III PZP 1/10) rozstrzygnęła, że gdy sąd w składzie właściwym ponownie przeprowadził dowód uprzednio przeprowadzony w składzie niewłaściwym, postępowania sądowe jest ważne. Kwestia ta ma szczególne znaczenie dla spraw pracowniczych, w których zmiana roszczenia często prowadzi do zmiany składu orzekającego – w niektórych sprawach z zakresu prawa pracy orzeka sąd w składzie jednoosobowym, a w niektórych w trzyosobowym – sędzia i dwóch ławników. Powtórne przeprowadzenie postępowania dowodowego przed sądem we właściwym składzie, pozwala uniknąć ponownego rozpoczynania procesu ze względów formalnych.

Sąd Najwyższy uznał, że jeżeli ostatecznie doszło do przeprowadzenia wszystkich czynności procesowych przed właściwym składem orzekającym, uznanie takiego postępowania za nieważne byłoby sprzeczne z zasadami ekonomii procesowej. Względy formalne nie powinny odwracać uwagi sądu od kwestii merytorycznych i blokować rozstrzygnięcia sprawy.